czwartek, 27 grudnia 2012

Zakochana socjopatka

Ludzie, których kochałam szybko mnie opuszczali, nic więc dziwnego, że jako dziecko miałam ich po prostu głęboko w poważaniu. Nie miałam pojęcia, ani co to miłość, ani tym bardziej, co to przywiązanie.

Kiedy się narodziłam mieszkałam z mamą, babcią i ciocią. Mama wpadała do domu na 2-3 dni, po czym wsiąkała, gdzieś latając po imprezach i bojąc się wrócić do domu ze względu na możliwą awanturę. Ciocia chodziła jeszcze do liceum. Miała swoich znajomych, swoje plany, po liceum rozpoczęła pracę i studia i także nie było jej prawie w domu, no chyba, że akurat musiała mnie przypilnować, bo babcia pracowała w szpitalu, więc miała różnie poustawiane dyżury. 

Pewnego dnia (nie pamiętam ile miałam lat, może ze 4?), wpadła do domu moja matka i oznajmiła, że się stąd wynosi, że zamieszka ze sowim facetem. Mama się pakowała, wiele rzeczy w tym domu było jej. Babcia z kolei cieszyła, że wreszcie będzie święty spokój. A ja? Ja byłam przerażona. Podeszłam do mamy cała zapłakana i powiedziałam:
- Mamusiu, jeśli musisz iść już na stałe, to zostaw chociaż telewizor....
Tiaaaa.... więc jak widzicie uczucia, jakieś tam miałam, ale nie do tego, co trzeba :P. Wyrastałam na prawdziwą materialistkę i owszem, dalej nią jestem.

Nie pamiętam świąt, tych prawdziwie rodzinnych, bo byłam jeszcze za malutka. Zdjęcia, jednak mówią, że moja rodzina była (jest?) znacznie większa. Przy stole siedziała, żyjąca jeszcze wówczas prababcia, brat babci z żoną i dwójką dzieci, i jakieś kuzynki. Potem, jednak wujek także zaczął pić, rozwalił swoją rodzinę, kuzynki się fochnęły i została mi tylko babcia i ciocia, które co roku na każde Boże Narodzenie, wynagradzały mi brak rodziny prezentami. Nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie. Lubiłam, jak się zostawiało mnie w spokoju i niknęłam w swoim świecie, do którego dochodziły coraz to nowsze zabawki, lecz przyszedł w końcu taki moment, kiedy poczułam się po prostu... samotna.

Było to po zmianie opiekuna prawnego, którym jak miałam 15 lat, została ciocia. Wyprowadziłyśmy się, a babcia prawie do swojej śmierci była na nas śmiertelnie obrażona za to, że została sama. Wtedy na święta z ciocią chodziłyśmy, albo do jej przyjaciół w górach, albo do rodziny jakiejś mojej przyjaciółki, która zapraszała nas z grzeczności. Ponieważ, jednak nawet mi było głupio się gdzieś wpraszać, zazwyczaj wygrywały góry. Ciocia była tam witana z otwartymi ramionami, a ja zamykałam się w swoim pokoju, który z czasem też tam powstał i gdy radość z prezentów opadała, zaczynałam tęsknić. Tęskniłam za kimś bliskim, za rodziną, za prawdziwymi świętami, choć ich nie znałam. Było to jednak bezsensu. Smutne, ale wiadomo, że Mikołaj nie przyniósłby mi rodziny pod choinkę, więc skupiłam się już tylko na ich technicznej stronie. Czekałam tylko na prezenty, które zawsze były starannie przemyślane i drogie. Święta, nie święta, urodziny, imieniny, zawsze chodziło mi o to samo. Zapraszałam znajomych na imprezę, a jak nie docierali plułam se w brodę, że wydałam za dużo na żarcie i dostałam o ileś mniej prezentów. W szkole przecież też z niewieloma osobami się zżyłam.
----------------------------------------------------------------------
Leżał obok. Objęłam go najmocniej, jak potrafiłam i pocałowałam w policzek. Nikt nigdy nie był, aż tak dla mnie ważny.
- Zostań - wyszeptałam.
- Przecież masz czym się bawić - zaśmiał się i puścił do mnie oko, nie zdając sobie sprawy, jak mocno trafia w sedno. Tym razem mimo naprawdę cudnych prezentów, nie z ich powodu byłam szczęśliwa. Odkąd tylko pojawił się w moim życiu, święta zaczęły być czymś więcej. Choćby głupie schwycenie jego ręki pod stołem, daje mi poczucie bliskości, jakiego nigdy nie miałam w żadne święta, a te.... tegoroczne były szczególne. Po raz pierwszy od wieeeeeeeelu lat spędziłam je z odzyskaną mamą, ciocią i A. Piliśmy drinki, śmieliśmy się, graliśmy w karty, oglądaliśmy "Mamucią gwiazdkę" i dręczyliśmy nasze osobiste koty ;P. O tak są umęczone:


- Wrócę - odszepnął A. całując mnie czule. A dziś przyszedł już ze swoim e-papierosem w pokrowcu, w podręcznej kieszonce. Prezencik spasował ;). A ja jego w życiu bym nie sprzedała za telewizor, noooo, chyba że Samsung Smart TV xD.

Ja faktycznie z prezentami też, jak zwykle nie mam, co narzekać. Dostałam cudownie nowoczesną mikrowieżę, czyli wyśmienicie, jak przystało na maniaka technologicznego. Tak wygląda:

Dostałam jeszcze poncho, kuferek na biżuterię, komplet z Apartu: kolczyki i naszyjnik, kolczyki z Kruka, zestaw pończoch (ale to chyba był prezent dla A. w zasadzie ;P), zestaw Body SPA i największy na rynku pen drive 64 GB. Bardzo się przyda na bibliotekę muzyki, bo moja wieża odtwarza piosenki nawet z pen drivów, telefonów, czy komputera ;). Na szczęście reszta bliskich także była zachwycona prezentami ;).

A po świętach potkała mnie kolejna niespodzianka na bankowym koncie. Mama dziewczynki, którą uczę przesłała mi wynagrodzenie z premią świąteczną. Wiedziałam już, co z nią zrobić ;). Wyprzedaże poświąteczne to, jak druga gwiazdka :P. A mnie przypiliło z nowymi kosmetykami, bo coraz więcej rzeczy mnie uczula ;(. Ale o kosmetykach będzie w innej notce, bo podejrzewam, że nie tylko ja miewam wypryski po podkładach i nie wiedziałam, co z tym zrobić ;P.

U mamy z kolei, gdy układała swoje wymarzone puzzle, które także znalazła pod choinką, włączyła się sama suszarka. Ot tak, na pstryczku, gdy ona i jej facet siedzieli w pokoju. Ani nie spadła, ani się nie przemieściła, tylko włączyła. Może... może babcia też na swój sposób, też była z nami?

23 komentarze:

  1. Suszarka....

    Kiedyś powiedziałam sobie w myśli, że chciałabym poczuć obecnośc Kubusia jakoś blisko... i z kwiatka który wisiał nad moją głową spadł w tym momencie listek. Może to głupie, ale poczułam się szczęśliwa na swój sposób:)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mamy z kolei, gdy układała swoje wymarzone puzzle, które także znalazła pod choinką, włączyła się sama suszarka. Ot tak, na pstryczku, gdy ona i jej facet siedzieli w pokoju. Ani nie spadła, ani się nie przemieściła, tylko włączyła. Może... może babcia też na swój sposób, też była z nami? <---- A może to nie była babcia? Tylko potwór, który zjada włosy? :> Dopadnie Cię przy suszeniu włosów, wszystkie zje i będziesz łysa? Już teraz rozumiem ideę nagłej decyzji kupienia suchego szamponu :D

    OdpowiedzUsuń
  3. jaki sprzęcior!!! zawsze marzyłam o wieży, którą mogę powiesić na ścianie, ale niestety... zawsze brak funduszy mnie ograniczał :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jesteś socjopatką kochana, bo uczucia, jakie budzi w Tobie A. całkowicie to przekreślają ;) Czy tego chcesz, czy nie. Ja z kolei zawsze byłam kupowana przez ojca. Nakrzyczał, uderzył, rozczarował - i od razu wiedziałam, że "po" mogę liczyć na coś kosztownego, czym chciał zaskarbić moje uczucia. Zawsze przez to czułam do niego podwójną niechęć, ale podarki przyjmowałam chętnie.

    Prezenty dostałaś cudne. Dawaj post kosmetyczny, może coś poradzimy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem tlyko, że się ciesze, że te święta były wyjątkowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak poznam problem, to się wypowiem, więc produkuj posta jak najprędzej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. noi masz rycerza z bajki, który sprawia, ze nawet święta mogą być niezwykłe. Fajne prezenty a posta kosmetycznego dawaj:)

    OdpowiedzUsuń
  8. he he, a zostawisz telewizor :D??

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm.. smutna na Twoja historia. Najważniejszy okres w Twoim życiu, a mamy nie było.
    To tak jak mój ojciec. On też odezwał się niedawno i jeszcze się dziwi, że mu się nie rzuciłam na szyję. Jestem wobec niego oziębła, ale nie umiem inaczej. Powinien się cieszyć, że w ogóle odpisuję na te jego maile.
    Święta - cieszę się, że tegoroczne się udały i że były rodzinne i miłe. Ale podziwiam to, że potrafiłaś je spędzić z mamą, która w zasadzie Cię zdradziła.
    Prezenty dostałaś fajne :) Tylko uważaj z tą wieżą i z pendrivem (to takie nawiązanie do Twoich przejść z komuterem i internetem :D)
    Koty masz prześliczne i przecudowne <3 :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tiaaaa.... mam nowych sąsiadów, oni jeszcze żadnego wybuchu nie przeżyli ;P

      Usuń
  10. Dobrze, że te święta były inne :) zazdroszczę Ci tych wszystkich prezentów, a szczególnie pen drive'a ;p Zobaczysz, wszystko się powoli zacznie układać w całym Twoim życiu :)
    kociaki to Ty masz taaakie kochane! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. co do aniołka, to raczej nie, bo mama kiedyś przyniosła z pracy takie dwa cudeńka, które zrobiła dla niej jej koleżanka. to było już kilka lat temu :P

    OdpowiedzUsuń
  12. o daj spokoj, ja tez woryslam na materialistke. widze, ze nie bylo u Ciebie cieplej rodzinnej at,osfery... u mnie w sumie tez nie; mimo, ze wszyscy w komplecie i teoretycznie wszystko jest w porzadku.

    no wlasnie, staram sie dzielic wszystko pomiedzy roznych ludzi i dalej bez wyrzutow sumienia moc mowic, ze jestem soba. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mi się czasem wydaje że mam coś z materialistki ale...chyba jak by tak było to bym dbała o wszystkie swoje rzeczy, a ja je najzwyczajniej w świecie albo psuję, albo pożyczam komuś i zapominam odebrać, albo gubię...

    OdpowiedzUsuń
  14. Święta, święta... Może i u mnie kiedyś będą normalne.
    Prezenty rzeczywiście dostałaś meeega, pozazdrościc ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Odpowiedzi
    1. Oj nie. Moja ciocia znalazła tą wieżę już rok temu, jak szukała innego prezentu i od tamtej pory na nią zbierała, bo wiedziała, że się zachwycę ;)

      Usuń
  16. A mnie po przeczytaniu tego posta po policzku płyną łzy ...
    Przytulam Cię mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Nasunęła mi się taka refleksja, może głupia, że los próbuje Ci wynagrodzić brak (tradycyjnej) rodziny tymi materialnymi prezentami, które dają przyjemność tylko przez chwilę, ale jednak... W każdym razie nie wydaje mi się, żebyś była materialistką - przecież każdy z nas liczy na jakieś... profity z życia. Prawdziwy materializm jest w galeriach handlowych, gdzie dziewczyny robią loda za dżinsy, czy tam, gdzie życie krąży tylko wokół pieniądza. Ty mieścisz się w bezpiecznych granicach normalności :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło było to usłyszeć ^^. Też tak czuję, ale kiedy mam kolejną zachciankę, której nikt kompletnie wokół nie rozumie, wydaje mi się, że jednak powinnam bardziej cieszyć się tym, co mam, niż nadrabiać zaległe szczęścia z przeszłości, ale coś mnie, jednak tam ciągnie.

      Usuń
  18. Zgadzam się z Czerwoną Szminką :)

    Z takim osobistym mężczyzną u boku będzie tylko coraz lepiej :) Zobaczysz.
    A prezentów zazdroszczę! Ja jestem gadżeciarą, więc mi się oczy zaświeciły ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Życzę Ci, żeby każde kolejne święta były coraz lepsze i nie mam na myśli prezentów :)

    OdpowiedzUsuń