wtorek, 24 lipca 2012

Waga słów w kolejnych problemach...

Tata A. miał ostry atak wieńcowy, co oznacza, że ma chorobę wieńcową w zaawansowanym stadium. Martwiłam się o niego, o mamę A.... przywiązałam się już do tych ludzi, ale już jest ok, trzeba tylko zrobić resztę badań i ustalić metodę leczenia. Lekarz zaproponował bypassy, ale ten odmówił. Mają dom, niedawno postawiony, wciąż spłacany. Bypassy, równały się półrocznemu bezrobociu, na które, nawet z zasiłkiem - ich nie stać, choć tylko teoretycznie. Mają spore mieszkanie w centrum miasta, które wynajmują. Od jakiegoś czasu jednak myśleli o sprzedaży go. Chcieli dać część swojej córce, część synowi, a resztę zostawić sobie na czarną godzinę. Mają też inne rezerwy, które zbierali dla syna. Niegdyś oddał on im swoją książeczkę z dość pokaźną sumą, aby jego siostra mogła ułożyć sobie życie. Sam został z niczym i brać także od rodziców nic nie zamierza.


Cóż... pogodziłam się z tym, choć nieco mnie denerwuje jego duma, bo byłaby to dla nas szansa. Również moglibyśmy ułożyć sobie życie, z kredytem i pieniędzmi od jego rodziców, nawet jeśli po spłaceniu rat, mielibyśmy pomagać potem jego rodzicom, czy potraktować te pieniądze, jako pożyczkę. Bo umówmy się... ja jeszcze przez 3 lata stałej, etatowej pracy raczej nie znajdę, a A. zarabiając 2 tys. na rękę nie ma co liczyć na mieszkaniowy kredyt pokrywający, choćby w połowie kupno mieszkania. Samo czekanie tych 3 lat byłoby znośne, gdybym miała gwarancję, że potem pracę znajdę i będzie mnie stać przynajmniej na wynajem jakiegoś sensownego mieszkania, choć w stolicy, nie oszukujmy się - kosztuje to często drożej niż miesięczne spłacanie kredytu. Kiedy jednak zachorował tata A. i jego siostra chciała wziąć pożyczkę, aby namówić go, jednak na te bypassy, co zrobił A.? Oczywiście nie zaproponował podzielenia kosztów tylko wziął je wszystkie na siebie. Nie wiem, może jestem okrutna, że w takiej sytuacji oprócz zmartwienia o jego ojca, czuję też mocny zawód jego zachowaniem,tym braniem wszystkiego na siebie, ale wizja mieszkania z ciotką do 30tki, nie jest zbyt kolorowa i szczerze to jestem przerażona tym, co z nami będzie, bo ciągle coś oddala nas od wspólnej przyszłości. On dosłownie wszystko by rozdał, rodzicom teraz się wiadomo pomoc przyda, ale nie tylko im daje, coś czego nie ma...


A. nie umie oszczędzać, przyznał mi się, ale kiedy słyszę o jego długu na karcie kredytowej, bo do domu który wynajmuje ze znajomymi ciągle coś trzeba i dziwnym trafem to on kupuje wszystkie te droższe rzeczy, bo a nuż się przydadzą, jak nie jemu - odda rodzicom, to szlag mnie trafia. Ostatnio dowiedziałam się jeszcze, że dokarmiają jakiegoś tam kumpla, który zarabia miesięcznie kokosy, ale nie widzi nic złego w obżeraniu kumpli i nagminnym u nich nocowaniu, mimo zapewnionego przez firmę mieszkania podczas zadań w Warszawie. Już o to byłam wystarczająco wściekła, że nie umie postawić granic, ani podzielić wydatki na niezbędne i jedynie przydatne. Kiedy pojawił się kredyt z motorem, musiałam mocno to przegryzać, ale pokazał, że myśli o nas, bo inwestycja w motor, który ma sprzedać na nasze wesele, czy meble, wydała mi się po czasie sensowna. No, ale kredyt został, motor prawdopodobnie zostanie sprzedany, bo przekonał wszystkich, że nic na tym nie straci, jak go sprzeda i odda kasę rodzicom. Potem oczywiście pewnie od rodziców też nic nie weźmie i... jesteśmy generalnie w dupie.

A wiecie, co jest najgorsze? Że wcale nie jestem na niego wściekła teraz, tylko na siebie. Wręcz podziwiam jego gotowość do rozstania się z jego ukochaną rzeczą. Kiedy jest choroba w rodzinie, nie czas na wyrzuty finansowe, dobrze, że czuje się odpowiedzialny i postępuje słusznie, choć może za głupotę uważam branie wszystkiego na siebie. Jednakże straszna złość mnie ogarnia, gdy nie mogę powiedzieć, że my sobie poradzimy, aby się o nas nie martwili, że my mamy, że możemy dać tyle i tyle, aby zgadzał się na te cholerne bypassy, bo kasa to nie problem. Bo to jest problem, jak cholera. Bo nie powinnam liczyć jedynie na A., sama nie mając za dużo do zaoferowania, bo to ja nie mam, gdzie mieszkać, to ja chcę się wyrwać. Chce mi się płakać z tego wszystkiego. A co będzie dalej? 

Rodzice A. mając dom, nie będą mogli się zająć nim, kiedy nadejdzie prawdziwa starość, co wtedy? Już teraz obserwuję podobną sytuację w górach, w które jeżdżę we wszystkie święta i wakacje. Tym ludziom JUŻ przydałaby się jakaś finansowa pomoc. Nie tylko nie stać ich na lekarstwa, ale też ich córka sama jest tak schorowana, że przydałoby się kogoś tam zatrudnić, aby zajął się domem. Nie wiadomo też, ile ona w ogóle pociągnie w swojej pracy. Przeraża mnie to, że nie mam jak pomóc. Chciałabym, jak A. zaopiekować się swoimi bliskimi. Czuję przez to jeszcze większą presję. Wiedząc teraz, że może stracić on swoją jedyną inwestycję, czuję jeszcze większe parcie na zarabianie, na sukces, na zapewnienie nam bytu i naszej rodzinie. Dlaczego ja? Bo cóż... ja jeszcze nie wybrałam ostatecznie, co będę robić w życiu, nie wiem, jak mi to wyjdzie, ani w czym będę najlepsza, on tak i niestety nie jest to opłacalne zajęcie. Trzeba się, więc z tym pogodzić. Jeśli w tym się spełnia - nie wymagam więcej. No może poza "nie robieniem długów". Heh, może i ja za dużo chcę wziąć na siebie?


Nie wiem ile w tym prawdy, ale czytałam kiedyś, że Rowling była strasznie biedna, że zaczynała opisywać Harry'ego Pottera na jakiś serwetkach. Patrzę na swoją powieść z niesmakiem. A gdyby cud zdarzył się drugi raz? Może słowa w mojej książce będą na tyle dobre? Nie potrzebuję sławy, ani jakiegoś wielkiego bogactwa. Chciałabym tylko, aby starczyło mi na mieszkanie, na utrzymanie naszych dzieci i abym w takich, jak ta sytuacjach zamiast zaciskać zęby i biadolić, że brakuje, mogła się cieszyć, że mam jak pomóc. Ciężko jest tylko patrzeć.

12 komentarzy:

  1. No jak choroba przyjdzie to wszystko inne może się schować. Doskonale cię rozumie. U mnie mój brat był bardzo chory i kasa się przeszła. A teraz nie jest tragicznie, ale rewelacji nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  2. Choroba chorobą, ale czasem egoistycznie trzeba troszkę pomyśleć i o sobie. Znam takich ludzi jak A. Sama chyba nawet jestem podobna, ale nauczyłam się już troszkę asertywności, odmawiania i nie brania wszystkiego na siebie - jeśli są inne osoby, które też mogłyby pomóc. Na szczęście jestem w sytuacji, że to raczej mi rodzice pomagali a nie odwrotnie... Oczywiście teraz radzę sobie sama i na mojej głowie jest utrzymanie mojej rodziny, mąż raczej z doskoku, ale on jest w przejściowej, skomplikowanej troszkę sytuacji.

    Przestałam też uważać, że kasa nie jest ważna. Jest ważna, bo bez niej nie da się żyć. Nie jestem wymagająca od życia i nie zabiegam o kasę. Raczej jestem "rozsądna" finansowo. Mąż bardziej ryzykant. Stąd ja trzymam się bezpieczeństwa i stałej pracy jak rzep psiego ogona. Ostatecznie mam dwoje małych dzieci...

    Życzę, by się Wam ułożyło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja na początku myślałam: "co ja w ogóle piszę", to chamstwo myśleć o kasie, gdy tata A. jest chory. Prawdą jest, że trzeba go namówić na bypassy i że każdy powinien w miarę możliwości pomóc. Jednakże honorowe płacenie za wszystko i wszystkich mojego A. doprowadza do innych problemów, a sam się nie zgłosi po pomoc i chyba póki bezpiecznie mieszkam u ciotki nie myśli o tym, że jedziemy na jednym wózku. A o siebie to tak średnio zadba ;/

      Usuń
  3. niestety... kasa, kasa, kasa :(
    Znam ten ból.
    Dziękuję za wizytę u mnie - zapraszam częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech... pieniądze to straszna rzecz... Ja jak o tym myślę to aż mnie skręca ;/ no ale cóż, zło konieczne. Mam nadzieję, że książka się dobrze sprzeda i coś z tego będzie lepszego :P (ja na swoją nie bardzo liczę, samo to, że mam ambicje posłania jej do wydawcy to już cud :P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie skończyłam, jestem na etapie rozdziału 11stego (będzie 12ście) ale jeszcze poprawki poprawek i poprawki poprawionych poprawek, także może do świąt skończę :) A opowieść jest Fantasy (jej fragment jest na blogu literackim "narodziny" i za jakiś czas wstawię tam prolog do powieści :) )

      Usuń
  5. Pieniądze- zawsze o to jest jakaś walka... ja bym pewnie nerwowo w takiej sytuacji nie wytrzymała... pewnie, że trzeba pomagać rodzinie, ale nie powinno się to odbywać kosztem siebie czy swojej przyszłości.
    Życzę aby Twoja książka się sprzedała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. rzeczywiście, cała ta sytuacja byłaby prostsza i łatwiejsza, gdybyście postawili bardziej na "razem" i wspólnie coś ustalili, tak czy siak, nei zazdroszczę, a ściskam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kredyty, pożyczki, pieniądze... to smutne że zamisat cieszyć się młodością i nowym mieszkaniem młodzi ludzie w Polsce martwią się jak tu uciułać do pierwszego czy skad jeszcze wyskrobac troche kasy... Dramat .

    OdpowiedzUsuń
  8. tak wygląda dziś życie.. żeby móc coś chcieć, musisz wziąć kredyt, bo pobory starczają ledwo do 1.. nie mówiąc o tym, że człowiek chciałby czasem coś odlożyć..

    OdpowiedzUsuń
  9. ja życzę Wam jak najlepiej i powiem Ci, że facet z honorem to naprawdę wielki skarb, mimo że czasem może być Wam ciężko. Będzie dobrze! : )

    OdpowiedzUsuń
  10. To ja życzę Ci, żeby Twoja książka okazała się bestsellerem :) Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń