poniedziałek, 21 stycznia 2013

Niespodzianki

Kto nie lubi niespodzianek? Ponoć ubóstwia je większość z nas. Lubimy, jak coś się dzieje, lubimy być zaskakiwani, ale też zależy czym.

Mnie osobiście sesja zaskoczyła, jak co roku zima drogowców. Miałam tak niewiele zajęć i wchłonęłam w wir pracy, że jakoś przegapiłam mowę o zbliżających się terminach, a gdy nadeszły wciąż nie mogłam uwierzyć w to, do tego stopnia, że aż wybrałam zabijanie potworków w Guild Wars. Osobiście uważam, że skoro niektórzy potrafią w tymże okresie myć nawet okna, byleby tylko nie siadać do nauki, stwierdziłam, że obędę się bez tych desperackich czynów i szczerze będę się opierdalać. Myślałam, że przejdę się na pierwszy egzamin po prostu, aby obejrzeć pytania, a jak poczuję poprawek zew, zrodzi się we mnie wyższa motywacja. Niestety plan nie wypalił. Nawet, jakbym chciała zapamiętać pytania, tyle było tam dziwnych nazw i nazwisk, żebym nie spamiętała. Kojarzyłam jakieś 2 pytania na 35, mimo że byłam na każdych zajęciach. Maznęłam co miałam i wyszłam pierwsza z sali. Nie mam pojęcia, jak to jest możliwe ustrzelać 60%, ale mnie się udało... -_-'. Moje lenistwo zostało pogłaskane po głowie i zamiast się uczyć dalej, wysłałam je, aby się wyhasało w knajpie na koncercie. 


Rozmowa z moją 10letnią podopieczną:
J: Mam do zrobienia prezentację o naturalnych wrogach, np. wilk jest naturalnym wrogiem zająca, pomożesz?
JA: No jasne, już mam! Sesja! Sesja, jest naturalnym wrogiem studenta.
J: Sesja? Co to? 
JA: Wyobraź sobie, że nie masz w szkole tych wszystkich klasówek i kartkówek. Cały semestr jest fajnie i luźno, a na koniec musisz zaliczyć to wszystko po kolei, każdy przedmiot  z osobna i wszystko w tym samym czasie. Tak mają studenci i ten okres zdawania egzaminów nazywamy sesją.
J: COOOOOOOOOOOOOOOOOOO? - i dam sobie rękę urżnąć, że jej mina wyrażała rasowe, polskie "Ja pierdolę". Jestem z niej taka dumna <3.

Kolejną niespodzianką był list, który dostałam od M. Tak, tak tego w więziennym zakładzie psychiatrycznym. Okazało się, że eks nosi jego dziecko ^^'. Synek schizofreniczki i tatusia alkoholika, po x próbach samobójczych (kto by je tam zliczył) zapewne będzie uroczym dzieciakiem... Wydało mi się to śmieszne, że M. tak latał za mną, nie chcąc bym chajtnęła się z A., a tu proszę sam przeskoczył do kolejnego etapu. Jestem... co najmniej ciekawa, jak to wszystko oboje posklejają.

Tym, którym podobał się poprzedni post napomknę, że kumpel A. się zakochał w końcu tak na poważnie. Był gotowy zacząć chodzić z nią na serio, ale okazało się, że jest ten trzeci... Cóż... życie go nie oszczędza. No ale dość tych plotek, bo telenowela nie tyczy się tylko moich przyjaciół.


Wpadłam na genialny pomysł zaproszenia gościa, który się we mnie kocha (i nie, nie mam na myśli A.) na koncert. Nie zamierzam przyjąć tego uczucia, ale nie raz z mojej strony padało stanowcze nie, a kontakt dalej jest... Ignorowałam go z 2 lata i nic, więc czas było coś z tym zrobić. Czemu więc zaprosiłam go na koncert? No, haczyk był w tym, że mnie na koncert z kolei zaprosił A... Miałam nadzieję, że A. na jego oczach zaznaczy swój teren, i jakoś się dogadają, co moja przyjaciółka poddała w wątpliwość, więc... dobrze że jednak nie przyszedł. Chociaż, rozglądając się za swoim nieznośnym kolegą stałam się celem podrywu kilku innych facetów... "Bo przecież ona na mnie patrzyła!". W sumie fajnie, już nie myślą, że jestem nieletnia (CHWAŁA MAKIJAŻOM), choć nadal nie kumam, dlaczego zwykła, wymieniona z facetem uwaga na temat durnej piosenki, może zachęcić go do objęcia moich pleców, przy udawanym schylaniu do ucha. Grrrr. Z kimkolwiek z nich, gdyby chciało się kulturalnie porozmawiać, trzeba by było zaczynać od wypierdalaj -_-'. Myślicie, że niektórzy faceci mają mózg w kształcie orzeszka? Nic bardziej mylnego! Jednak zdecydowanie stawiam na ŻOŁĄDŹ!


A teraz trochę przesłodzę tą notkę, bo A., jak zwykle był fantastyczny. Śmiało można z nim pogadać o wszystkim. Tak nawet o tym, że ktoś mnie podrywał, i było mi miło z tego powodu, choć niezręcznie. On też żartuje z tego, jak do niego flirt leci. No, ale to jeszcze nic, bo po pijaku znowu nagadałam durnot w drodze powrotnej takich, że hej. Mam taką dziwną przypadłość, że po mnie nie widać upojenia alkoholowego dopóki nie otworzę ust. Zachowuję się normalnie, chodzę normalnie, mam trzeźwe spojrzenie, umiem się kimś zająć, a i nawet mówię logicznie, ale po tym CO mówię, można idealnie badać poziom promili we krwi. I po godzinie od wysłuchania mojej litanii nieistniejących problemów A, pieścił mnie, jak swoją najwspanialszą księżniczkę. Jeśli on miał, kiedyś normalny mózg to miłość chyba go przeżuła i przykleiła do czaszki z moim imieniem. On zawsze potrafi spojrzeć na mnie tak, jakby widział mnie po raz pierwszy i zachwycić się nawet krostami na twarzy. To musi być miłość. Kiedy tylko sobie przypomnę, jak się wściekłam na niego i zaczęłam krzyczeć na środku drogi, a on nic nie mówiąc ucałował moją dłoń i po prostu odszedł, bym ochłonęła... Tiaaaa chciałabym wiedzieć co ten jego przeżuty mózg widzi na moim miejscu... ^^'.

Rozmowa z kolegą, którego zjebałam z góry na dół za byle co:
JA: Sorry, ale wiesz mam bordeline, tzn nie panuję nad swoimi emocjami...
ON: E, tam luz. Nie wiem co to borderline, mnie tam wystarczy, że jesteś kobietą -_-'


Cóż... też nie jesteśmy idealne. Jednakże tym razem mam pełną świadomość, że to on bardziej pracuje nad sobą, a ja wciąż powielam błędy. Wszystko to, co mogłam mu wcześniej zarzucić, zniknęło. To co zarzucał mi on... śmiało na to dalej może narzekać. Wypadam przy nim czarno. Czarno, jak owca z paskudnym charakterem, którą jakimś cudem jego oczy przyozdabiają w przepaskę dla MISS ŚWIATA.

22 komentarze:

  1. Och, Mononoke, poprawia mi humor, że jeszcze ktoś, prócz mnie, ma takie zawirowania :*

    OdpowiedzUsuń
  2. widzę, że nie tylko ja miewam/miewałam zakręcone życie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli przychodząc tu humor miałam średni, to teraz zdecydowanie mam świetny ;D
    Swoją drogą, Twój kolega wysnuł dobry wniosek. Bycie kobietą to w sumie niezła wymówka, na wszystko. Jesteśmy nieznośne ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny demot, świetnie to podsumowuje:) Mnie sesja nie zaskoczyła, raczej przygniotła:) Niby zajęć mało, a roboty dużo...Boję się, jak to wszystko będzie.
    Gratulacje, że zdałaś. A tekst podopiecznej...bezcenny:) Dziecięca niewiedza jest fajna...czasami:)

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam Twoje spojrzenie na sprawy związkowe :D co do 10-letniej podopiecznej, już jest dobrze nastawiona, kiedyś przekona się na własnej skórze... moja sesja dopiero za 2 tygodnie, luuuuzix

    OdpowiedzUsuń
  6. chciałabym Cię zobaczyć jak gadasz te głupoty po pijaku, to musi być śmieszne zjawisko;D ja zazwyczaj staję się bardziej otwarta i odważna xD
    Sesja... dobra, punkt następny, nie rozmawiajmy o tym.
    To się poukładało w życiu niektórych, ale nie będziemy zazdrościć^^
    Najważniejsze, że jest A. i wszystko gra :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak sesja... Na samo to słowa się człowiekowi robi słabo. A niektórym wykładowcom się zdrowo w głowie popierdo... znaczy, wiesz co mam na myśli :D
    Kobieto, uważaj, co mówisz, jak trochę wypijesz. Ja z reguły robię głupie rzeczy i też najpierw mówię, potem myślę. Ehh, alkohol. A sesja blisko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmmm.. niektórzy faceci to naprawdę mają coś nie tak z łepetyną... no ale nie ważne, ja tu w innej sprawie.
    Jaki Guild Wars?! Pierwszy czy drugi, który serwer, jaka gildia? Wpadaj do mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  9. myślę, że jej spojrzenie doskonale wyrażało cały ból, jaki czują studenci przy sesji :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Co do M., to moja mina po przeczytaniu akapitu o nim wyrażała polskie rasowe "ja pier*ole".
    Ciekawe, co tym razem powiedziałaś A. w stanie upojenia alkoholowego :P
    Proces zmiany jest indywidualny i trwa czasami długo, będzie lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No i już wiem co to sesja. Nie musiałem tego przechodzić, nigdy nie lubiłem nawet klasówek, dyktand, sprawdzianów i uczyłem zawsze w ostatni dzień, albo tuż przed lekcją. Ja nawet się boję uczyć na prawko :D Co do miłości, to dla mnie za bardzo skomplikowana sprawa, ja zresztą sam skomplikowany facet jestem, prawie zawsze kochałem bez wzajemności więc nie wiem jak to jest, nie mam doświadczenia, nie skłamał bym gdybym powiedział że się tego uczucia boję, tego bólu przy odepchnięciu, jednak powiedzieć mogę że jak pokocham, to na całego :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak zwykle poprawiłam sobie humorek u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajny blog , nie chcę mieć sesji współczuję Ci :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Fart to fart:) aż się boje co będzi jak ja zacznę pić:D

    OdpowiedzUsuń
  15. Hehe uwielbiam Cię czytać :) Naprawdę świetnie piszesz- czy poważnie czy ze śmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. ech faceta nie da się zrozumieć i bardzo ale to bardzso adekwatna do mojej sytuacji jest tabelka z demotów:D

    OdpowiedzUsuń
  17. ;) idealny nie jest nikt, ale w niektórych przypadkach ta nieidealność jest bardzo zabawna :)


    P.S. :) otóż obietnicę o sprzątaniu spełniłam w stu procentach! Aż mi napięcie poniedziałkowe zeszło :) chyba, że miałaś na myśli stawanie się nudną ;p

    OdpowiedzUsuń
  18. Sesja - samo w sobie brzmi strasznie, aczkolwiek to jeszcze przede mną;)
    **
    Heh, ten Twój A. z Tobą ma wesoło. Tylko po Tobie upojenia alkoholowego nie widać puki nie otworzysz ust. Ja z kolei tańczę, chwieję się, nic nie widzę, nic nie słyszę, i nic nie gadam;) no chyba, że popadam w obłęd i śmieję się bez przerwy...Musiałybyśmy się razem kiedyś upić;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Szczęśliwi ci, którzy nie wiedzą czym jest sesja ;D
    też mam paskudny charakterek ;D hehe ;D

    OdpowiedzUsuń